To miał być piękny dzień

To miał być piękny dzień

Zapowiadało się super

 

Wiatr delikatnie muskał moje policzki, unosząc kosmyki włosów w powietrzu i rozsiewając zapach drzew i ziemi. Jechałam na rowerze, gotowa do odkrywania nieznanego, do ponownego połączenia z naturą i do zanurzenia się w spokój, którego tak bardzo wtedy pragnęłam. Wycieczka rowerowa przez lasy i wsie była dla mnie nie tylko aktywnością fizyczną, ale również duchowym odrodzeniem.

Każde zakręcenie pedałami i pokonywanie kilometrów przynosiło uczucie wolności. Odczuwałam, jak siła moich mięśni wprawiała w ruch całe ciało, a każdy nowy zakręt otwierał przed mną nieznane perspektywy. Las, który otaczał mnie z każdej strony, zdawał się być spokojnym stróżem tajemnic, gotowym odsłonić swoje magiczne zakamarki tym, którzy byli gotowi na odkrycie.

Światło słoneczne przebijające się przez liście tworzyło plamy ciepłego światła na ścieżce. Ptaki śpiewały swój głośny koncert, a odgłos kół roweru na szutrowej drodze łączył się z przyjemnym szumem wiatru. To było jak symfonia natury, której byłam częścią – nie tylko obserwatorem, ale aktywnym uczestnikiem.

Wjeżdżanie na pagórki dostarczało wyzwań, ale nagroda była warta trudu. Gdy wznosiłam się ku górze, serce biło szybciej, a płuca pracowały pełną parą, ale gdy osiągałam wierzchołek, nagroda była oszałamiająca. Rozpościerały się przed mną malownicze krajobrazy, zielone pola aż po horyzont, a dalekie wioski zdawały się być jak małe plamy wśród przyrody.

Podczas krótkich odpoczynków zamykałam oczy, oddając się dźwiękom natury. Słyszałam szum rzeki, szelest liści, dalekie beczenie jakiś owiec i odgłosy życia wiejskiego. To było tak odmiennie od hałasu miejskiego, które stawało się tłem dla mojego codziennego życia.

Podczas powrotu, słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, malując niebo odcieniami pomarańczy i różu. Czułam się, jakbym zyskała nową perspektywę na świat, jako że wycieczka ta nie tylko zmęczyła moje mięśnie, ale również odświeżyła moje myśli i uczucia.

Jak nie zepsuć sobie wycieczki rowerowej

 

Całkiem przyjemne było to zmęczenie, ale cieszyłam się, że już wjeżdżam do wioski, w której była stacja i wkrótce odjeżdżał mój pociąg do Warszawy.

Błogi nastrój, że mam jeszcze zapas czasu, zero stresu… aż tu nagle z jednego z podwórek wybiega pies i zaczyna za mną biec szczekając na całą wieś. Po chwili, nie wiadomo skąd, dołącza do niego kolejny i za moment oba są obok moich nóg. Pedałuję ile sił, a one zaczynają skakać aby złapać mnie za stopę. Krzyczę, ale jestem już poza zabudowaną częścią wsi i dookoła żywego ducha, tylko ja i dwa psy. Trwa to kilka minut, ale wydaje się wiecznością. Nagle z przeciwka jedzie samochód i kierowca, widząc co się dzieje i mnie przerażoną, zatrzymuje się i odgania psy.

Odstraszacz na psy

 

Wyczerpana i jeszcze z walącym sercem wsiadam do pociągu. Dopiero pod Warszawą zaczynam racjonalnie myśleć i szukać rozwiązań co zrobić aby nie zepsuć sobie kolejnej wycieczki, żeby cały czas się nie rozglądać i myśleć o psach.

Jeszcze w drodze zamówiłam sobie to:  https://fas.st/jj5ZjG

Najpierw pomyślałam o gazie, ale czy w panice będę myślała z której strony wieje wiatr aby nie zrobić niespodzianki głównie sobie?

To kosztuje grosze, a na pewno będę czuła się bezpieczniej ze świadomością, że jest ze mną. Pewnie nigdy nie użyję.

Miejcie zawsze pod ręką coś do obrony.

Dbajmy o swoje bezpieczeństwo.

A może przyda się nie tylko na psa…

Spis Treści

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *